"Królowa Śniegu" Aśki Grochulskiej i Michała Borczucha, powstała na motywach utworu Hansa Christiana Andersena, to propozycja nowego gatunku dramatycznego – parabaśni, będącej trawestacją paradokumentu i bajki dla dorosłych. Bohaterowie są dorośli, więc nie jest to już opowieść o dojrzewaniu Gardy i Kaja, ale próba metateatralnej odpowiedzi na pytanie: "Jak konkretna przestrzeń oddziałuje na spektakl, gatunek dramatyczny, widzów?". Sami twórcy "Królowej Śniegu" uważają, że w wyniku "zderzenia baśni z konkretnością przestrzeni" powstaje nowa "tajemnicza wspólnota".

Borczuch i Grochulska chcieli przedstawić fabułę z perspektywy nie Gerdy, ale złego, chorego spojrzenia Kaja – jak wiemy z bajki, w jego oku i sercu utkwiły odłamki czarodziejskiego lustra Złego, które sprawiły, że serce chłopca stało się bryłą lodu. Postać głównego bohatera, grana przez Krzysztofa Zarzeckiego, ulega przemianie za sprawą prywatnego, sensualnego doświadczenia aktora. Widać to już w pierwszych scenach. Spektakl zaczyna się od seksualnego zbliżenia Gerdy i Kaja. Po zakończonym stosunku Kaj/Zarzecki zastanawia się nad sensem własnego istnienia. Nawet zapewnienia dziewczyny: "Ruszasz nogą, więc żyjesz!" nie przekonują bohatera, który postanawia wyruszyć w podróż, aby znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. Dlatego Kaj zazwyczaj znajduje się nie na pierwszym planie, ale poza przestrzenią ujeżdżalni. Widać go przez otwarte wrota budynku – stoi zamyślony wśród drzew.

Spektakl grany jest w wyjątkowym miejscu – krytej ujeżdżalni Stada Ogierów Książ pod Wałbrzychem. Zamiast czystego, białego śniegu na scenie znajduje się brudny piasek, a polarne powietrze zmienia się w nagrzane, letnie powietrze (premiera miała miejsce 30 czerwca). Twórcy nie chcą budować iluzji scenicznej – dlatego Gerda zapewnia Kaja, że dookoła jest tylko piasek, a jeśli myśli inaczej, to pogrąża się w szaleństwie. Na scenie znajduje się tylko prowizoryczny dom bohaterów. Mimo że Kaj opowiada Gerdzie historię tego miejsca, twórcy nie starają się uruchomić wyobraźni widzów: drewniana konstrukcja bez ścian nie zmienia się w poddasze, na którym dzieci w baśni Andersena hodowały róże w oknach. Kontrastem dla prostoty scenografii (Michał Borczuch) są wyjątkowe, baśniowe kostiumy polarników (Dorota Nawrot): połączenie strojów gimnastycznych, dresów, tradycyjnych strojów lapońskich, zimowych kurtek i kamizelek oraz futrzanych czap, nagolenników i rękawic.

Aśka Grochulska, dramaturg przedstawienia, traktuje spektakl jako performatywne "zdarzenie" (rozgrywające się tu i teraz), dlatego zbudowała tekst "Królowej Śniegu" w osobnych obrazach (tytuły każdej części wyświetlane są na ekranie). Akcja dzieje się na dwóch planach: realnym – na stacji badawczej na Antarktydzie – i nierzeczywistym – w skutej lodem krainie Królowej Śniegu. Mimo że Kaj jest głównym bohaterem spektaklu, występuje na scenie najrzadziej, to dzięki Gerdzie (Ewelina Żak) poznajemy pozostałych bohaterów tej nowoczesnej baśni – polarników. Tak jak w innych spektaklach Borczucha następuje multiplikacja postaci: badacze ze stacji polarnej wcielają się w baśniowych bohaterów z "Królowej śniegu". Dlatego Irena Wójcik gra Kobietę od kwiatów w stroju Laponki, Rafał Kosowski jest glacjologiem i Wroną, Małgorzata Białek – psychologiem i Księżniczką, Małgorzata Łakomska wciela się w rolę nurka i Rozbójniczki, Marta Ojrzyńska bada poziom zanieczyszczenia wody w jeziorze subglacjalnym i jest małą Finką, a Agnieszka Kwietniewska obserwuje gatunki pingwinów występujące na Antarktydzie i gra małą Laponkę.

Każdy z aktorów ma do odegrania kilkuminutową improwizowaną etiudę na zadany temat: prowiant polarnika, scenka rodzajowa "telefon do rodziny" (w wykonaniu rewelacyjnego Rafała Kosowskiego), psychozabawa "czysta rozpacz", instrukcja zakładania stroju płetwonurka, obserwacje kopulacji pingwinów, badanie próbek wody. Niestety większość scen jest zbyt długa i wnosi mało do spektaklu (część wiadomości o życiu na stacji badawczej została zgooglowana). Trudno też mówić o psychologicznym prawdopodobieństwie postaci polarników (aktorzy grają z dużym dystansem do swoich ról, a ich opowieści nie mogą być traktowane przez widzów poważnie). Badacze wydają się tak samo fikcyjni jak baśniowe postacie Andersena. To nie oni tworzą wspólnotę, o którą chodzi Borczuchowi i Grochulskiej. Nie jest to także relacja Kaja i Gerdy – oni znajdują się zarówno poza baśniowym światem, jak i społecznością polarników – ani interakcje między aktorami. Jeśli twórcy mają na myśli "wspólnotę przynależną do konkretnego miejsca", to byliby nią tylko widzowie – skupieni w wyjątkowym miejscu (na malowniczym terenie Zamku Książ) i specyficznym czasie (spektakl może być grany tylko latem).

"Królowa śniegu" zamyka sezon "Wolimy, wolimy". Mimo że twórcom nie udało się odkryć nowego gatunku (próba stworzenia nowego gatunku, parabaśni, jest eksperymentem jednorazowym), to udało się im pokazać widzom baśniowość i wyjątkowość przestrzeni, którą wybrali na miejsce gry. Nawiasem mówiąc, podczas najbardziej nużących scen przedstawienia uwagę widzów zwraca też magnetyzująca muzyka Daniela Pigońskiego – w czasie innych momentów nie jest tak wyraźnie na pierwszym planie. Myślę, że jeśli nie muzyka, to malowniczość okolic Stada Ogierów Książ może ponownie przyciągnąć publiczność na spektakl. Na nową parabaśń będziemy musieli jeszcze zaczekać.

Katarzyna Lemańska
Nowa Siła Krytyczna
09-07-2012